Pierwsze strony nie zapowiadają jeszcze, że mamy do czynienia z – co tu ukrywać - gniotkiem. Wręcz przeciwnie - fabuła wciąga: główny bohater jest zwykłym szaraczkiem żyjącym w Polsce i pracującym w korporacji. Chodzi codziennie do pracy i narzeka na swoje monotonne życie. Zaczyna jednak śnić bardzo realistyczne i szczegółowe sny, w których lata na smoku nad jakąś krainą ubrany w zbroję, z przypasanym do boku mieczem. Jego zaintrygowanie sięga zenitu, gdy spotyka na ulicy dziewczynę, która zwraca uwagę głównego bohatera dokładnie opisując jego powracający sen. I tu zaczynają się już dziwy i bajeczki, bowiem główny bohater ni z tego, ni z owego pozwala obcej zamieszkać u siebie. Nieee, w ogóle nie wydaje mi się to naiwne i naciągane, wcale, a wcale... Ale kontynuujmy... Okazuje się, że dziewczyna jest medium, która zsyła sny na głównego bohatera. A te podobają mu się tak bardzo, że coraz chętniej przebywa w nich, tracąc kontakt z rzeczywistością. W świecie snu jest on bowiem mężnym Lanne Lloch l'annach - rycerzem obdarzanym głębokim respektem i bojaźnią przez innych. Egzystencję w świecie fantazji utrudnia trochę fakt, iż bohater zupełnie nie zna swojej fantastycznej przeszłości. Tymczasem inne osoby ewidentnie oczekują od niego zachowania, które wymaga znajomości wcześniejszych zdarzeń. Ale co to dla naszego bohatera! Przecież ma bystry umysł! Następnie Lane zaczyna prowadzić własną politykę. Nie znając techniki walki mieczem pokonuje najlepszego szermierza tamtych krain... i to dzięki czemu?! Otóż, w młodości nasz bohater często prał się na podwórkach Warszawy z rówieśnikami. To dało mu taką szkołę walki, jakiej nie daje nawet pobyt w klasztorze Shaolin, czy też służba w komandosach. Jego przeciwnik nie wiedział z jakim gierojem ma do czynienia. Niechybnie partner walki Lane w młodości bawił się lalkami, bo nie był w stanie obronić się przed jego sposobem walki. Później robi się jeszcze zabawniej. Lane nie mając pojęcia o dowodzeniu motywuje swoją armię (serwując żołnierzom pompatyczną, naiwną przemowę) do walki z przeważającymi kilkukrotnie siłami wroga - Suzerena. I dzięki fortelowi taktycznemu na poziomie szkoły podstawowej (zapewne to też umiejętność wyniesiona z młodzieńczych potyczek) wygrywa (sic!) bitwę. Od pewnego momentu w realnym świecie głównego bohatera i jego przyjaciółkę zaczynają prześladować tajemnicze zbiry. W zasadzie nie zostaje wyjaśnione co jest ich motywem. Wiadomo tylko, że "pewnym ludziom bardzo nie podoba się ingerencja bohatera w ten drugi świat". Okazuje się bowiem, że nie jest on tylko snem... Nie jest jednak nigdzie wyjaśnione czemu tym ludziom działanie Lane się nie podoba i w jaki sposób działają w realnym świecie - jaką tworzą organizację. No czeski film!
Szczególnie szkoda mi fajnego pomysłu, który zaprzepaścił autor. Śnienie życia w alternatywnym świecie może być ukazane na 55 tysięcy sposobów, a autor wybrał zdecydowanie jeden z gorszych. Naprawdę, szkoda..
Tytuł: Rycerz kielichów
Autor: Jacek Piekara
Wydawnictwo: Runa
ilość stron:327
ocena: 4/10