Archiwum bloga

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pan Lodowego Ogrodu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pan Lodowego Ogrodu. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 31 marca 2011

PAN LODOWEGO OGRODU, TOM 3. - DOBRA, CHOĆ NIE POZBAWIONA WAD LEKTURA

Stało się. Skończyłem czytać trzeci tom „Pana Lodowego Ogrodu” Jarosława Grzędowicza. Zarazem jest to ostatnia do tej pory wydana część cyklu, jednak jej zakończenie nie pozostawia wątpliwości, że będzie kontynuacja. „Pan lodowego ogrodu” to powieść z pogranicza sci-fi i fantasy, która nieźle namieszała w polskim światku fantastyki. Pierwszy tom cyklu został uhonorowany prestiżowymi nagrodami: Śląkwą, Nautilusem, Sfinksem oraz Nagrodą im. Janusza A. Zajdla. Książka zdobyła wielką popularność i wielu czekało z niecierpliwością na kolejne tomy. Wkrótce po ich wydaniu pojawiło się sporo głosów, że księgi druga i trzecia – jakkolwiek ciekawe i dobrze napisane – ustępują poziomem genialnej pierwszej części. Pojawiło się rozczarowanie oraz głosy, że Grzędowicz powinien tę historię zakończyć jak najszybciej, żeby nie psuć jej jakości coraz gorszymi tomami. Takie opinie można wyczytać o PLO w Internecie. Jak mają się one do faktycznej jakości tomu trzeciego?

Jakiś czas temu napisałem, że wbrew obiegowej opinii tom drugi podobał mi się nawet bardziej niż pierwszy. Za drugą częścią przemawiały pogodniejszy opis świata oraz bardzo ciekawie poprowadzone wątki powieści. Co tu dużo ukrywać, zżyłem się już z bohaterami i miło było czytać o ich dalszych losach. Tym chętniej sięgnąłem więc po tom trzeci. I tu niestety już nie było tak różowo.

Ale po kolei. Tom trzeci rozwija znane z poprzednich części dwa główne wątki powieści – Vuko Drakkainena – ziemianina, wysłanego na odległą planetę, na której odkryto cywilizację na etapie rozwoju ziemskiego średniowiecza. Vuko ma odnaleźć zaginioną ekipę badawczą, ewakuować ją, a także „posprzątać” po nich. Chodzi o to, by cywilizacja ta pozostała nieskażona wpływem ludzi i ich techniki. Wkrótce okazuje się, że misja jest dużo bardziej złożona niż się początkowo wydawało, bo w świecie tym panuje magia. Magia, którą ziemianie przy odrobinie wprawy władają z zastraszającą łatwością – w przeciwieństwie do tubylców. Ta władza uderza im jednak do głowy i wkrótce jeden z nich staje na czele państwa i przygotowuje się do podbicia innych krain. Vuko nie ma więc prostego zadania, bo jasnym jest, że ekipa sama z siebie wrócić nie chce. Początek trzeciego tomu zastaje Vuko na lodowym drakkarze – okręcie, który płynie w nieznanym kierunku nadanym przez nieznanego twórcę. Vuko wie jednak, że stworzyciel drakkara może okazać się jego kartą przetargową, swoistym języczkiem u wagi w układzie sił w świecie. W ten sposób Drakkainen dociera do tytułowego Lodowego Ogrodu – miasta położonego na dalekiej wyspie, którego władcą też jest ziemianin. Wkrótce do naszego bohatera docierają niepokojące wieści o poczynaniach innych członków zespołu badawczego. Zmuszony on jest do subtelnej, ale jednocześnie twardej gry… Drugim wątkiem jest historia ucieczki Tohimona ze zbuntowanego kraju – Amitraju, którego jest prawowitym władcą. Amitraj jest odpowiednikiem ziemskiej Persji. W kraju tym doszło do przewrotu – obalono cesarza, przywracając fanatyczno- religijną władzę kapłanek Podziemniej Bogini. Tohimon – jako syn cesarza musi uciekać z kraju, by uratować swój lud i w przyszłości być może odzyskać władzę. Pod koniec drugiej części Tohimon popada w niewolę i trzeci tom w dużej części opisuje jego zmagania z losem niewolnika. Pod koniec tomu wątki te zbiegają się w jeden, kiedy Vuko przychodzi z pomocą Tohimonowi. Ich współpraca niewiele jednak ułatwia przy skomplikowanej sytuacji w świecie.

Trzeci tom oceniłbym jako najgorszy z całego cyklu. Składa się na to szereg czynników. Przede wszystkim, denerwuje mnie troszkę język powieści – jest trochę za delikatny, taki ułożony. Nie koresponduje on z brudem, ponurą naturą świata, w którym dzieje się akcja. Nie chodzi o to, żeby główny bohater bluzgał na lewo i prawo, ale o to, żeby czytając miało się wrażenie, że tak rzeczywiście mówią i myślą jego postacie. Bez cenzury.
Drugą wadą są niedoskonałości kreacji postaci. Postać Smildrun, która jest właścicielką Tohimona –niewolnika przedstawiona jest jako okropnie brzydka, budząca odrazę, wredna, bezlitosna sadystka – nimfomanka. Taki czarny charakter. W niej nie ma nawet jednej pozytywnej cechy – czy to w wyglądzie, czy charakterze. Taka postać jest po prostu sztuczna i przypomina nam czasy bajeczek, w których smok był paskudny i zły, a rycerz nieskazitelnie dobry. Tylko, że wraz z procesem dorastania okazywało się, że smok walczył o pożywienie, księżniczkę porywał po to, żeby trzymać w szachu wszystkich, którzy chcieli roznieść go grupowo na widłach. Walczył o przetrwanie. Rycerz zaś ratował księżniczkę bo albo miał długi do popłacenia, albo liczył na łaskę i nagrodę od króla, albo wreszcie na wdzięczność laski, jaką jest księżniczka wyrażoną w dość gwałtowny, ale bardzo przyjemny sposób. A w te niestworzone historie o ręce królewny i połowie królestwa nie wierzył chyba nikt, z królem i księżniczką na czele, a na rycerzach skończywszy. Podsumowując – każdy miał swoje jasne i ciemne strony. Tak postacie tworzy mistrz Sapkowski i od niego Jarosław Grzędowicz mógłby się w tym temacie wiele nauczyć. Niestety, opisany problem to nie wyjątek, a raczej reguła. Ponadto postacie sprawiają wrażenie spłyconych, nie posiadają wewnętrznych rozterek, problemów. Czytelnik ma wrażenie, że każdy robi to, co do niego należy – bez wahania, wątpliwości czy nadmiernego główkowania. Na szczęście problem ten dotyka postaci drugoplanowych, Vuko i Tohimon są dość wyraziści, posiadają zmienne uczucia i nastroje. Bardzo płytko został potraktowany wątek - Sylfany – miłości Vuko. Możnaby liczyć na coś więcej niż suche wzmianki o cielesnym kontakcie postaci. Gdzie jakieś uczucia, gdzie tęsknota, cierpienie, troska o drugą osobę?
Niektóre elementy fabuły też wydają się być troszkę naciągane. Jak to bowiem możliwe, by obcy lud uwierzył brudnemu niewolnikowi na słowo, że jego Pani skatowała ich ziomka? Ba, uwierzył! Przystąpił do szturmu siedziby Smildrun! Na podstawie jednej, niepotwierdzonej opinii! Na szczęście w fabule nie ma zbyt wielu takich naiwnych miejsc i całość sprawia wrażenie spójnej całości.
Miałem też wrażenie, że koniec powieści został bardzo skrócony - przynajmniej w porównaniu do reszty książki. Owszem, w końcówce powinno się dużo dziać, ale tu wydarzenia są dość łatwe do przewidzenia i napisane tak, jakby autorowi kończył się papier w drukarce, a chciał koniecznie wydrukować skończoną powieść jeszcze tego samego wieczoru.

Dobra, ponarzekałem sobie, jak każdy Polak potrafi, teraz pora na plusy. Mimo wszystkich wymienionych przeze ze mnie wad książka jest naprawdę interesującą pozycją, którą poleciłbym każdemu fanowi fantastyki w tym kraju. Zacząć trzeba od tego, że przedstawiona historia naprawdę wciąga, czytelnik jest tak dalece ciekawy co będzie dalej, że w pośpiechu przewraca strony i rezygnuje z należnej mu porcji snu. Znacie ten schemat: „jeszcze dwie strony”, potem: „jeszcze do końca rozdziału”, a następnie: „zobaczmy co się stanie na początku kolejnego”, by dość do konkluzji: „ale ja jestem głupi, jutro będę zasypiał w pracy na siedząco”. Akcja, podobnie jak w pozostałych tomach, jest wartka i naprawdę dużo się dzieje, więc nikt na nudę nie powinien narzekać. Można powiedzieć, że autor wręcz skupił się na prowadzeniu akcji, lekceważąc opisy świata, w którym cała akcja się dzieje. Nie jest to niewątpliwie lektura dla miłośników długich i dokładnych opisów przyrody w „Nad Niemnem”. Autor podsyca zaciekawienie przez to, że kończy rozdziały w krytycznych, możnaby rzec, dla fabuły momentach. Kolejny rozdział nie kontynuuje jednak przerwanej historii, a przenosi czytelnika do drugiego głównego wątku pozostawiając czytającego w stanie permanentnego zaciekawienia. Bardzo podobają mi się pomysły autora dotyczące mechaniki magii. Dowiadujemy się wtedy co dokładnie należy zrobić i pomyśleć, by czar dał konkretny efekt. Jest to bardzo miły akcent na tle tych wszystkich książek, w których bohaterowie po prostu czarują, lecz nikt nie wie jak to się dzieje. Podoba mi się kreacja Tohimona – jest to postać dynamiczna, posiadająca chwile załamania i rezygnacji, potrzebująca wsparcia ze strony towarzyszy. Podobnie Vuko jest wart uwagi, szczególnie ze swoim świetnym, cudownie sarkastycznym, a czasem nawet cynicznym poczuciem humoru. Ponadto, bardzo przemawia do wyobraźni opis życia jako niewolnik. Jako plus można odczytać też fakt, że wszystkie trzy tomy są ze sobą bardzo spójne – mimo dużej rozpiętości czasowej wszystkie napisane są w tym samym stylu i „trzymają klimat”.


Podsumowując, jest to pozycja zdecydowanie warta przeczytania. Ustępuje ona jakością pierwszemu i drugiemu tomowi, ale nadal jest to porządny kawałek polskiej fantastyki. Czekam na czwarty tom, który prawdopodobnie ukaże się nie wcześniej niż w przyszłym roku. Z przyjemnością czytało mi się trzy tomy tej powieści i jestem pewien, że będę czerpał radość również z kolejnego.


8/10

wtorek, 15 marca 2011

Pan Lodowego Ogrodu, tom 2 - dalsza część godna tomu pierwszego

YYYYYYYYYYYYYYY!!! aaaaaaaaaaHHHHHH!! PUK!
ufff! jest! udało się! oderwałem się na chwilę od trzeciego tomu Pana Lodowego Ogrodu, by zdać relację z lektury tomu drugiego. Zanim go przeczytałem, dotarłem do recenzji na blogach, z których jasno wynikało, że drugi tom PLO jest najsłabszym ogniwem serii, że jest znacznie gorszy niż część pierwsza i trzecia. Hmm, może ja jestem jakiś niestandardowy, ale mnie tom drugi podobał się BARDZIEJ niż pierwszy.


Dlaczego uważam tą część za lepszą, wbrew opinii ogółu, zapytacie?  Myślę, że znam odpowiedź na to pytanie. Drugi tom nie jest taki posępny i ponury jak spora część tomu pierwszego. Ponadto, fabuła drugiego tomu jest niesamowicie wciągająca i moim zdaniem nie ustępuje jakością, ani stopniem wsysowatości tomu pierwszego (wsysowatość - miara oznaczająca jak trudno oderwać się od książki. mierzona w wsssp-ach wg układu SI, oraz Electroluxami w USA).  Do tego dochodzi jeszcze obeznanie ze światem i zżycie z bohaterami. Wszystkie te czynniki sprawiły, że drugi tom pochłonąłem, podczas gdy pierwszy tylko szybko czytałem. Drugi tom miażdży i wywołuje silne emocje. Miałem w nim taki moment (dotyczący pobytu bohaterów w Czerwonej Wieży), w którym byłem na tyle silnie przejęty akcją i problemem bohaterów, że przerywałem lekturę po paru linijkach, z powodu napięcia. Na szczęście dalej mogłem czytać już normalnie. W zasadzie wszystkie peany pochwalne, jakie napisałem o pierwszej części, dotyczą też drugiej. Mamy więc tu zaskakujący, ale logiczny świat. Ciekawe postaci prowadzą interesujące dialogi oraz podejmują zrozumiałe działania. Całość jest bardzo spójna. Nic nie dzieje się "bo tak". Sposób pisania Grzędowicza w większości w narracji pierwszoosbowej bardzo mi odpowiada i pomaga utożsamiać się z bohaterami.  Dodatkową atrakcję stanowią fragmenty wierszy z rozmaitych dzieł wykreowanego świata prezentowane na rozpoczęcie każdego rozdziału. 


Teraz część którą zostawiłem sobie na koniec, jako najtrudniejszą. Zadanie brzmi: napisać coś sensownego o fabule, jednocześnie nie ujawniając za wiele treści pierwszego ani drugiego tomu. Trudne. Ale nie niemożliwe.  W książce opisane prowadzone są dwa wątki znane z pierwszego tomu: wątek Vuko wypełniającego swoją misję oraz wątek Tohimona. Na skutek perturbacji znanych czytelnikom pierwszego tomu, Vuko traci sporą część swoich nadzwyczajnych zdolności, np tryb bojowy. Cyfral przestaje być możliwy do kontrolowania i pojawia się w postaci bajkowej wróżki (!). Okazuje się, że misja jaka stoi przed bohaterem jest znacznie trudniejsza niż się wydawało, bo przeciwnik posiadł potężne zdolności magiczne, oraz sporą armię. Vuko jednak dostaje poparcie bogów tej planety, którzy w tym co się dzieje dostrzegają potężne zagrożenie dla swojego dominium.  Vuko uczy się więc magii - tzw. pieśni bogów, ze skutkiem może nie rewelacyjnym, ale zadowalającym. . Jest jednak jasne, że nasz bohater musi sporo się nauczyć, by móc pokonać swojego wroga. Wkrótce okazuje się, że Vuko zyskuje nowych popleczników..
Drugi wątek opowiada o ucieczce Tohimona z kraju. Na skutek obalenia władzy Tygrysiego Tronu do władzy dochodzi dawno wyparty kult pramatki, ze swoimi bardzo rygorystycznymi i nietolerancyjnymi prawami. Tohimon (którego imienia nie pamiętam) zmuszony jest uciekać z kraju, by być może kiedyś w przyszłości powrócić i odzyskać władzę. W ucieczce tej przeszkadzają nowe prawa, które zabraniają choćby podróży, a także świadomość, że odkrycie tożsamości tohimona zakończy się jego pewną śmiercią. Tohimon i jego towarzysz - Brus zmuszeni są do wykorzystania niejednego fortelu i przebrania, by cel został osiągnięty. Bohater dostrzega ogromny bezsens nowego ładu i nie może zrozumieć, czemu ludzie wolą takie jażmo zamiast spokojnych i logicznych rządów swojego ojca - cesarza.


Oba wątki dostarczają mocnych wrażeń i nie umiem powiedzieć, który bardziej mi się podoba. Zacząłem czytać trzeci tom i jedyne co mnie martwi, to fakt, że nie ma żadnej informacji, kiedy ukaże się kolejna część. A to oznacza, że za kilka dni czeka mnie przymusowa przerwa w tej historii. Pozostaje mi tylko więc zaapelować: Panie Jarku, niech Pan pisze szybciej czwarty tom! I liczyć, że prośba zostanie wysłuchana..

10/10

piątek, 25 lutego 2011

Dobre, mroczne fantasy - Pan Lodowego Ogrodu tom 1

O tym jak słabą mam pamięć przekonałem się przy ponownej lekturze "Pana Lodowego Ogrodu" tom 1. Jarosława Grzędowicza. Wiedziałem, że książkę tę kiedyś przeczytałem, ale zupełnie nie pamiętałem żadnych moich odczuć o niej. Nic. null. Zero. Szybkie spojrzenie w mój zeszyt, w którym od lat zapisuję i oceniam wszystkie książki, które czytam i okazało się, że PLO zyskał u mnie 9/10 punktów. Tak zachęcony raźno wziąłem się do lektury. A właściwie wziąłbym się do tego, gdyby nie drobny szkopuł. Okazało się, że pierwszy tom jest w zasadzie w księgarniach niedostępny (książkę zdobyłem po długich bojach). Co innego tom drugi i trzeci - te cieszą się zdecydowanie mniejszym powodzeniem. Wniosek nasuwa się taki, że pierwsza część nie zachęca do kontynuacji lektury. Nic bardziej mylnego...

Historia jaką opowiada nam Grzędowicz ma miejsce w odległej przyszłości. Ludzka technika posunęła się daleko do przodu, szczególnie w zakresie podróży kosmicznych. Gdzieś w zakamarkach kosmosu ludzie odnajdują obcą cywilizację poziomem rozwoju zbliżoną do naszego średniowiecza. Obcy wyglądają w zasadzie jak ludzie, z tą różnicą, że nie mają białek w oku, a pełne czarne, "końskie" ślepia. Na planetę wysłano już kiedyś ekipę badaczy, po których słuch zaginął. Potem była pierwsza misja ratunkowa, potem druga - obie przepadły bez śladu. Wreszcie ziemianie wysyłają na planetę Vuko Drakkainena - głównego bohatera powieści. Vuko ma za zadanie dowiedzieć się co się stało, posprzątać (dużą uwagę przykłada się do nieskażenia świata obecnością ludzi i ludzkiej techniki) i zabrać ocalałych ludzi z powrotem. Vuko zostaje ucharakteryzowany na tubylca, otrzymuje odpowiednie przeszkolenie w zakresie walk, języków, kultury i wszystkiego, co jest potrzebne do życia w tym świecie. Szybkie zdobywanie wiedzy umożliwia mu cyfral - wszczepiony do mózgu rodzaj grzyba pełniący funkcję komputera. Cyfral ma szereg innych przydatnych umiejętności. W chwili zagrożenia umożliwia napompowanie krwi taką ilością adrenaliny, że bohater zyskuje kilkukrotnie szybsze reakcje i tak wielką siłę, że musi uważać, by sam nie zerwać sobie ścięgien. Ponadto, potrafi on przestawić wzrok na widzenie w podczerwieni oraz wyrysować bohaterowi przewidywane trajektorie strzał przed strzałem z łuku. Vuko otrzymuje też odpowiedni ekwipunek, w tym niesamowicie ostry i lekki miecz, zbroję, siodło i rozmaite inne przydatne przedmioty. Vuko rozpoczyna więc wędrówkę po planecie będąc świetnie do tego przygotowanym. Mimo to, szybko okazuje się, że w swojej misji będzie potrzebował wykorzystać wszystkie swoje umiejętności, a nawet więcej...
Drugim wątkiem snutym w książce jest opowieść o księciu - następcy Tygrysiego Tronu państwa Amitraj. Razem z bohaterem przeżywamy jego proces nauki i przygotowań do objęcia tronu, razem z nim obserwujemy coraz bardziej napiętą sytuację w Królestwie, którego powodem jest przedłużająca się susza.

Oba wątki są bardzo interesujące. Zdecydowanie nie jest tak, że tylko jeden ciekawi, a drugi jest zapychaczem. Oba równorzędnie wciągają i pozwalają zapomnieć o Bożym świecie, na rzecz tego wykreowanego przez Grzędowicza. A ta rzeczywistość naprawdę wciąga. Świat przedstawiony jest odwzorowaniem średniowiecznych nadmorskich osad wikingów, gdzie podróżuje Vuko krainy dość podobnej do Persji, gdzie rozgrywa się wątek Tygrysiego Tronu. Początek książki zrobił na mnie bardzo mroczne wrażenie. Po pierwszych 100-150 stronach zrobiło się jakoś przyjemniej. Sądzę, to celowy zabieg autora, który chciał przedstawić wybitną wrogość i obcość tego świata dla Vuko, a nie po prostu nierówny sposób pisania. Dobrze jednak, że cała powieść nie jest utrzymana w tonacji tych pierwszych rozdziałów, bo pewnie nie przypadłaby mi do gustu. Na uwagę zasługuje ciekawie wykreowany świat, barwny, żyjący własnym życiem, z mnóstwem ciekawych pomysłów, takich jak choćby wspomniany cyfral.

Teraz może parę słów o tym co mi się nie podobało. Przede wszystkim słabo mi się czytało końcówkę – miałem wrażenie, że jest trochę chaotycznie napisana. Na mój odbiór mogło mieć wpływ to, że czytałem ją wieczorem i może niezbyt uważnie. Druga rzecz, która mnie trochę irytowała, to częste przejścia autora z narracji pierwszo- do trzecioosobowej. Zawsze przy tym odczuwałem taki dysonans i odciągało to moją uwagę od akcji. Niektóre jego pomysły – również w dalszej części powieści – były dla mnie za mroczne, sprawiały, że nagle robiło się tak jakoś nieprzyjemnie. Ale możliwe, że właśnie taki był zamiar autora…

Moim zdaniem tom pierwszy Pana lodowego ogrodu to świetna, trzymająca w napięciu powieść. O jakości lektury niech świadczy fakt, że zaraz po skończeniu pierwszego tomu sięgnąłem po drugi. Moim motywem była jednak ciekawość dalszych losów i chęć pozostania blisko z bohaterami powieści, a nie tylko wola kontynuowania już zaczętej historii. Myślę, że warto sięgnąć po tę powieść, choćby po to żeby wyrobić sobie o niej własne zdanie. A jest ono najczęściej pozytywne…

9.5/10

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...